Menu

Mała Mi czyta

Książki w centrum uwagi mojego wszechświata

Ben Aaronovitch i "Rzeki Londynu"

malamiczyta

Do sięgnięcia po "Rzeki Londynu" zachęciła mnie swoją recenzją autorka książkowego bloga www.miastoksiazek.pl. Autorka notki była zachwycona opowieścią o posterunkowym Peterze Grancie i z całego serca polecała ją swoim czytelnikom. Tak więc ja, jako czytelnik, powiem szczerze bardzo mocny zachęcony, postawiłam sobie za cel książkę tę przeczytać, a nawet w miarę możliwości zakupić. Przekonały mnie do tego:

a) przepiękna, kolorowa okładka,

b) na prawdę bardzo pozytywna recenzja.

W zasadzie, to nie powinno być w tej kolejności, ale mam słabość do książek, których okładki są zaprojektowane w przemyślany sposób. Nie są nudne i sztampowe. Problem polega na tym, moi mili czytelnicy, że ta piękna, kolorowa i niesztampowa okładka widnieje na wydaniu w języku angielskim, nie do kupienia w Polsce. Przynajmniej w stanie nieużywanym. Tak więc mój egzemplarz przywędrował mnie do z bibliotecznej półki, w polskim przekładzie i o zgrozo - w paskudnej oprawie ze strasznie nudną okładką.

Posterunkowy Peter Grant jest londyńskim policjantem z dwuletnim stażem, po którym to powinien zostać przydzielony do odpowiedniej sekcji. Jego życiowe cele to nie zostać policjantem, który zajmuje się wypełnianiem dokumentów i "wnosi ogromny wkład w pracę innych" oraz zaciągnięcie do łóżka swojej koleżanki - Leslie. Pewnej zimnej nocy obok kościoła w Covent Garden popełnione zostaje morderstwo. Pech chce, że akurat Peter z Leslie zabezpieczają miejsce zdarzenia i pilnują, aby nikt nieproszony nie kręcił się po okolicy. Kiedy Leslie idzie po kawę, Peter ucina sobie pogawędkę z potencjalnym świadkiem. Niezwykle sympatycznym mężczyzną, który przy bliższym poznaniu okazuje się duchem. Bardzo sympatycznym panem w kwiecie wieku, którego wadą ( a może zaletą, zależy jak na to patrzeć ) jest jego niepodważalna przezroczystość.  W tym właśnie momencie okazuje się, że Peter ma zdolności inne niż wszyscy. Ze względu na te właśnie zdolności trafia pod skrzydła starszego od siebie policjanta, który z kolei okazuje się być czarodziejem i każe tytułować się mistrzem. Tak więc posterunkowy Grant i jego zwierzchnik starają się rozwikłać zagadkę morderstwa, w które uwikłana została magia! A robią to wędrując przez Londyn opowiadając mimochodem jego historię oraz związanych z nimi ludzi.

Powiem tak: może nie jest to mistrzostwo świata, ale dawno nie czytało mi się żadnej książki tak przyjemnie, z taką lekkością i spokojem. Niby jest morderstwo, ale całość okraszona jest humorem, więc zbrodnia w żadnym stopniu czytelnika nie przytłacza. Rzeczą, która mnie osobiście urzeka  w tej opowieści, jest Londyn, którego historię zawsze chętnie zgłębiam. Podsumowując, w pięknym mieście zostaje osadzona ciekawa historia, do tego autor pokazuje nam swoje poczucie humoru, które - trzeba przyznać - jest OKEJ.

W polskim przekładzie pozycja wydana została w 2014 roku i jak już napisałam powyżej - z fatalną okładką. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli książka ta stała by na półce w księgarni, prawdopodobnie zostałaby przeze mnie pominięta. Nie rozumiem, dlaczego do ludzi odpowiedzialnych za sprzedaż nie dociera, że czytelnika należy zachęcić także wyglądem. Za to ogromny minus, bo w porównaniu w wydaniem angielskim, polska oprawa jest na prawdę paskudna.

rzekilondynubiext247158431

Co innego wydanie angielskie. Rivers of London przyciąga wzrok czytelnika i zachęca, aby po nią sięgnąć. Wydana w 2011 roku jest pierwszą z trzech wydanych do tej pory części przygód z udziałem posterunkowego Granta oraz czarodzieja Thomasa Nightingale'a.

Rivers_of_London

Lubię czary, kocham Londyn - więcej mi do uśmiechu nie trzeba.

© Mała Mi czyta
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci